- Matka wyszła na hałdę
Drzwi |Bramki antykradzieżowe |alveo

„— Matka wyszła na hałdę — oznajmił wysokim, cienkim głosem. — Musi pan zaczekać. Ja pilnuję dzieci.
Dwoje małych dzieci Decrucąów bawiło się na podłodze paroma patyczkami i sznurkiem. Miały na sobie tylko krótkie koszulki i były sine z zimna. Najstarszy chłopak palił w piecu, lecz rezultat tego palenia był marny. Vincent patrzył na dzieci i dreszcz nim wstrząsnął. Ułożył dwoje młodszych w łóżku i nakrył po szyje kocem. Sam nie zdawał sobie sprawy, po co przyszedł do tej smutnej chaty. Czuł. że musi coś zrobić, chciał powiedzieć coś miłego jej mieszkańcom, dopomóc im w jakiś sposób. Niech wiedzą, że on przynajmniej rozumie całą głębię ich męczarni.
Pani Decrucą wróciła do domu z czarnymi rękami i umazaną twarzą. W pierwszej chwili nie poznała Vincenta. Prędko pobiegła do małej skrzynki, w której trzymała zapasy, i postawiła na piecu garnuszek z kawą. Podała Vincentowi filiżankę; kawa nie była nawet letnia, była gorzka i pachniała drzewem, lecz Vincent wypił ją nie chcąc sprawić przykrości
zacnej kobiecie.
— W ostatnich czasach odpadki nic nie są warte — żaliła się pani Decrucą. — Towarzystwo nie przepuszcza ani odrobiny węgla. Nie wiem już doprawdy, co robić, aby mi dzieciska nie pomarzły. Do włożenia na siebie nie mają też nic więcej jak koszulę i tych parę płóciennych łachów. Płótno zgrzebne rani i zdziera im skórę. A jeśli będę je trzymać cały dzień w łóżku, to jak wyrosną“(5)



Apartamenty nad morzem |Będzin |włodarzewska developer