Purina |hotele bydgoszcz |opalenizna
„—Jeśli wracają do Custer, odprowadzę mego brata do Laramie, a teraz nie rozmawiajmy. Niech mój brat jedzie trop w trop za moim mustangiem i czyni to samo, co ja będę czynił.
Karol sądził, że będą posuwać się po śladach tamtych dopóty, dopóki nie stwierdzą, czy tropiona czwórka istotnie kieruje się do Custer City, czy też nadal zamierza krążyć po Złych Ziemiach. Omylił się.
Co pół mili, co milę musiał zeskakiwać z siodła i gramolić się za przykładem Toimniża na szczyt mniejszego lub większego pagórka, podziwiając swego przewodnika, który skakał jak kozica, a często zrzucał Karolowi długi rzemień lassa, gdy skalna ściana stawała się prawie niedostępna. Strzelba była dodatkową zawadą w tych wędrówkach.
Ze szczytów płaskich, kopulasto zaokrąglonych lub zakończonych postrzępionymi iglicami, spoglądali w dół i w dal. Ponura pustka rozciągała się dokoła. Brak wszelkiej roślinności, a zwłaszcza lasów, ułatwiał dostrzeżenie jakiegokolwiek ruchomego punktu. Ale w równym stopniu utrudniała obserwację i ograniczała pole widzenia plątanina kanionów i dolin. Toimniża potrafił jednak w nieomylny sposób odnaleźć sylwetki ludzi i zwierząt. Była to ciągle ta sama grupa jeźdźców. Raz prawie tuż, tuż, kiedy indziej — na krańcach horyzontu. Jednostajny, wciąż ten sam widok znużył Karola. Zmęczony ciągłym wchodzeniem i schodzeniem ze skał, wyraził wątpliwość, czy tak dokładna obserwacja jest konieczna, lecz w odpowiedzi usłyszał“(6)
Wypozycjonuj stronę za darmo |części do maszyn |aranzacje.blokowisko.info
„—Jeśli wracają do Custer, odprowadzę mego brata do Laramie, a teraz nie rozmawiajmy. Niech mój brat jedzie trop w trop za moim mustangiem i czyni to samo, co ja będę czynił.
Karol sądził, że będą posuwać się po śladach tamtych dopóty, dopóki nie stwierdzą, czy tropiona czwórka istotnie kieruje się do Custer City, czy też nadal zamierza krążyć po Złych Ziemiach. Omylił się.
Co pół mili, co milę musiał zeskakiwać z siodła i gramolić się za przykładem Toimniża na szczyt mniejszego lub większego pagórka, podziwiając swego przewodnika, który skakał jak kozica, a często zrzucał Karolowi długi rzemień lassa, gdy skalna ściana stawała się prawie niedostępna. Strzelba była dodatkową zawadą w tych wędrówkach.
Ze szczytów płaskich, kopulasto zaokrąglonych lub zakończonych postrzępionymi iglicami, spoglądali w dół i w dal. Ponura pustka rozciągała się dokoła. Brak wszelkiej roślinności, a zwłaszcza lasów, ułatwiał dostrzeżenie jakiegokolwiek ruchomego punktu. Ale w równym stopniu utrudniała obserwację i ograniczała pole widzenia plątanina kanionów i dolin. Toimniża potrafił jednak w nieomylny sposób odnaleźć sylwetki ludzi i zwierząt. Była to ciągle ta sama grupa jeźdźców. Raz prawie tuż, tuż, kiedy indziej — na krańcach horyzontu. Jednostajny, wciąż ten sam widok znużył Karola. Zmęczony ciągłym wchodzeniem i schodzeniem ze skał, wyraził wątpliwość, czy tak dokładna obserwacja jest konieczna, lecz w odpowiedzi usłyszał“(6)
<<<< - Matka wyszła na hałdę
| - Cóż kiedy nie umiem >>>>
Wypozycjonuj stronę za darmo |części do maszyn |aranzacje.blokowisko.info